Miłek. Pewnego majowego wieczoru przyprowadził go do jednej z piwnic przy ulicy Ofiar Katynia tamtejszy kocur – chyba z prośbą o pomoc koledze z podwórka. Głowa skręcona po pogryzieniu przez kleszcze, wielkie i piękne zielone oczy patrzące na każdego wnikliwie. Niewiele mogliśmy dla niego zrobić – białaczka i zakaźne zapalenie otrzewnej były wyrokiem śmierci, który chcieliśmy odwlec w czasie na różne sposoby. Niestety, w Wigilię Bożego Narodzenia zielone oczy zgasły.